Dieta – wyższa forma masochizmu

Żeby wejść na wiosnę w moją ukochaną sukienkę, którą prezentowałam wcześniej na zdjęciu, podjęłam się zrzucenia z siebie paru kilogramów. Tak się składa, że w od lata 2013, do wiosny 2014 nabrałam ich z kilkanaście. Wzrost mojej wagi, był głównie efektem kilkumiesięcznego leczenia choroby o której tu może kiedyś napisze.

Ale nie teraz, bo rzecz ma być o odchudzaniu. No właśnie. Kto tego nie doświadczył ten nie wie, jaka to udręka. Szczególnie dla kobiety po czterdziestce u której metabolizm bezlitośnie spowalnia, równorzędnie ze wzrostem apetytu. I wcale nie musi być to efektem jakiegoś tam leczenia. Ogólnie wiadomo, że nic tak dobrze nie działa na samoistny spadek wagi, jak emocja. Najlepiej jest się zakochać bez wzajemności. W wielu przypadkach załatwia nam to sprawę. Tracimy wtedy apetyt i gapimy się wyłącznie w telefon. Oczywiście są przypadki, kiedy zakochana kobieta nie opuszcza na krok lodówki. Są to jednak jednostki, którym należy współczuć. Smutną prawdą jest, że w wieku dojrzałym wichry namiętności grożą nam już coraz rzadziej. Co zrobić. Porywy serca zastępuje rozsądek i nic się na to nie poradzi. A my, rekompensując sobie wszelkie miłosne bzdury, zajadamy się wszelkimi słodkościami. No, ja na przykład mogłabym się żywić samymi ciastami. Jak też, jagodziankami, kremówkami, bitą śmietaną..itd…

I szlag mnie jasny trafia, że muszę to wszystko ograniczać, żeby móc się w dalszym ciągu dopinać i wyglądać na zdjęciach młodziej niż wskazuje metryka. No i owoce! Ich też nie wolno spożywać w nadmiarze. Jak się pochwaliłam dietetyczce, że jadam ich ponad kilo dziennie o mało nie zasłabła. Podobno to sam cukier i też się od niego tyje. No i faktycznie nie chudłam. Przyznam jednak, że odrzucając owoce zaczęłam zrzucać wagę. Ale nie tak jakbym chciała. Nie stosowałam wcześniej żadnych diet. I szczerze mówiąc, nie bardzo w nie wierzę. Wierzę natomiast w konsekwencję. Zaczęłam się stosować jedynie do porady owej dietetyczki i widzę efekty. Otóż, chodzi o zmianę nawyków żywieniowych! Nie widzę powodu, żeby narażać nasz woreczek żółciowy na wycięcie a organizm na szok, spowodowany jakąś kolejną drastyczną dietą. naprawdę wystarczy zmienić nieco tryb życia. Czyli, zaczynamy jeść od samego rana i naprawdę chudniemy. Mnie nie idzie to tak szybko jak bym chciała, gdyż mam problem z konsekwencją. Ale wiem, że ten system absolutnie działa. Czyli – jemy pięć posiłków dziennie, wielkości pięści. Jeśli owoce, to jakiś jeden dziennie. Warzywa za to, bez ograniczeń. A jeśli do tego dodamy np. bieganie, sukces murowany. Aha! Ostatni posiłek około 18:00. I już nie podjadamy! Wiem, ciężko. Zacząć biegać, masakra. Ale można. I nawet trzeba. Szczególnie jak się już wkroczyło w wiek średni. Życzę powodzenia..:)

Autor: Małgorzata Kwiatkowska
http://pokojmalgorzaty.blogspot.com/

Top