#KGHM. Ludzie z pasją, czyli historia o Pani Elizie i jej koniach Ciekawostki KGHM Lubin Wiadomości by rs - 2 grudnia 20192 grudnia 20190 Udostępnij Eliza Lechman na co dzień pracuje w ZG Lubin , a jej pasją są konie. Dziś prowadzi własną stajnię, wyprowadza obce konie na prostą i wciąga kolejne osoby do swojej pasji. Eliza Lechman zawsze lubiła konie, od małego chciała też mieć własnego. Mieszkała z rodziną w bloku w Lubinie i jej ojciec często żartował, kiedy była mała: „Przecież na balkonie koń się nie zmieści”. Nie poddawała się. Jeździła na koniach w klubie jeździeckim, a kiedy skończyła 15 lat poszła do jedynego wówczas w Polsce technikum hodowli koni w Chojnowie. Po technikum mama powiedziała Elizie: „Konie końmi, ale musisz mieć jakiś zawód”. Posłuchała, skończyła studia, zaczęła pracę w kopalni Lubin. Dziś jest planistką, kopalnia to jej drugie życie, które daje zresztą utrzymanie pierwszemu. Bo na pierwsze miejsce w dramatycznych sytuacjach wróciły konie. 10 lat temu coś jej się stało na kręglach. Eliza poszła na badania, całą serię badań. Wyniki brzmiały jak wyrok – podejrzenie stwardnienia rozsianego. – Wbiłam sobie wtedy do głowy, że został mi rok życia – wspomina Eliza. – Jak rok, pomyślałam, to mam 12 miesięcy na realizację marzeń. Od koleżanki kupiłam siodło, za miesiąc konia, za następny miesiąc kupiłam z mężem dom ze stajnią. Malutką. Zmieściła tam się moja pierwsza klacz, pół arden szwedzki Bitka, zwana Basią. Basia urodziła konika, a potem pojawiły się następne – śmieje się Eliza, która dziś ma pod opieką piątkę koni. „Pod opieką” dobrze pasuje do jej filozofii hodowli. Konie to już teraz dla rodziny Lechmanów nie hodowla nastawiona na wyczyny i trenowana pod wyścigi. Eliza kupuje czasami trudne sztuki, nieułożone, charakterne, ale też z mroczną przeszłością. – Po koniu zawsze poznać, czy był krzywdzony, jak mu się życie układało. Koń jest zwierzęciem stadnym i płochliwym. Często trafiają do mnie konie z „przeszłością”, surowe, kupione taniej przez znajomych. Muszę robić je „z ziemi”, przyzwyczaić do człowieka, nauczyć chodzić. Konie mają swoje demony – wielu rzeczy się boją, wiele rzeczy jest dla nich niespodziewanym bodźcem. Tu przydaje się moje doświadczenie – mówi z troską. Eliza poświęciła koniom ostatnie 10 lat życia – nie była na wakacjach, w weekendy może zapomnieć o dłuższym śnie, końmi trzeba zajmować się od rana. Co do pieniędzy, mówi, że „nieustający brak pieniędzy to tylko inna nazwa na posiadanie konia”. – Ciężko mi kogoś zostawić z nimi na dłużej. Stresuję się, kiedy mnie nie ma dłużej, jestem odpowiedzialna za te konie. Nawet te najtrudniejsze i walka o ich życie, o życie bez strachu, to dla mnie satysfakcja. Wdzięczność to dla mnie koński oddech, lizanie po rękach – dodaje. Eliza prowadzi jazdy konne dla dzieci. Przychodzą do niej znajomi i ci, którzy usłyszeli, że można tu pociechy zająć czymś bardziej sensownym od komputera. Znane są właściwości zdrowotne hipoterapi. Eliza widzi to na co dzień i widzi po sobie. Zajmowanie się tyloma końmi nie daje czasu na myślenie o swojej chorobie, pytanie tylko, czy jest jeszcze o czym myśleć… – Mam znikome objawy, lekarze sami już nie wiedzą, czy jestem chora. Konie mnie wyciszyły, zmieniły – mówi Eliza. 📸 Na zdjęciach z córką Sandrą oraz końmi: Palomą, Nadzieją i swoją Bitką (Baśką) źródło: KGHM To My