Kuny wychodzą na łowy. Latem Twój samochód jest najbardziej zagrożony Bolesławiec Ciekawostki Głogów Legnica Lubin Wiadomości by rs - 13 czerwca 202613 czerwca 20260 Udostępnij Lipiec i sierpień to dla kun okres godowy, a więc czas największej aktywności. Mechanicy i ubezpieczyciele potwierdzają: właśnie wtedy najczęściej trafiają do nich auta z przegryzionymi przewodami. Co gorsza, za taką szkodę nie zawsze zapłaci ubezpieczyciel. Kuna domowa to niepozorne zwierzę wielkości kota, które coraz śmielej wchodzi w przestrzeń człowieka. Spotkamy ją już nie tylko na obrzeżach lasów, ale i na osiedlach, w garażach czy pod maskami aut parkowanych pod blokiem. Wraz z ciepłymi miesiącami liczba szkód wyraźnie rośnie, a dla wielu kierowców i właścicieli domów spotkanie z tym lokatorem kończy się rachunkiem na kilka, a czasem kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dlaczego kun jest coraz więcej? Kuny świetnie przystosowały się do życia obok człowieka. W mieście i na jego obrzeżach mają pod dostatkiem kryjówek, jedzenia oraz ciepła, a jednocześnie brakuje tam ich naturalnych wrogów. Łagodne zimy sprzyjają przetrwaniu młodych, więc populacja stopniowo się powiększa. Efekt widać w statystykach warsztatów i firm zajmujących się ochroną budynków, które z roku na rok notują coraz więcej zgłoszeń. To problem nie tylko polski. Sygnały o podobnych przypadkach napływają również z Niemiec, Czech i Słowacji. Drobne zwierzę, kosztowne szkody Najczęstsze ślady bytności kuny to przegryzione przewody i węże pod maską, uszkodzona izolacja oraz awarie elektryki. Zwierzę nie żywi się elementami samochodu. Gryzie je z ciekawości, podczas znakowania terenu lub gdy natrafi na ślady innej kuny. Problem w tym, że nawet drobne nadgryzienie izolacji potrafi unieruchomić auto. Koszt naprawy instalacji elektrycznej w samochodzie potrafi sięgać od kilkuset do kilkunastu tysięcy złotych. Jak wynika ze zgłoszeń zbieranych przez małopolską markę Kunagone, która od ponad dekady analizuje tego typu szkody, w jednym z opisanych przypadków właściciel Tesli wycenił straty spowodowane przez kunę na około 17 tys. zł. Latem ryzyko rośnie W okresie godowym, który przypada na lipiec i sierpień, kuny stają się wyraźnie bardziej terytorialne i ruchliwe. Samce przemieszczają się na większe odległości, częściej wchodzą w konflikty i intensywniej znakują teren. To właśnie wtedy do warsztatów trafia najwięcej aut z charakterystycznymi uszkodzeniami. Kuny mają też skłonność do powracania w to samo miejsce, jeśli raz uznają je za swoje. Dlatego pojedyncza szkoda często nie jest ostatnią, a kierowca, który raz padł ofiarą, bywa nią ponownie już po kilku tygodniach. Wbrew obiegowej opinii zagrożone nie są wyłącznie auta stojące na podwórku. Problem dotyczy również samochodów garażowanych na co dzień. Jedna z hipotez wskazuje, że samochód może przenosić zapachy innych kun z miejsc wcześniejszego postoju. U lokalnych osobników może to wywoływać reakcje terytorialne. Jak rozpoznać, że masz lokatora? Obecność kuny zwykle da się zauważyć, zanim dojdzie do poważnej awarii. Warto zwrócić uwagę na kilka sygnałów: ślady łap, sierść lub odchody w okolicy silnika albo na poddaszu, nadgryzione lub przesunięte przewody, gumowe osłony i maty wygłuszające, nocne hałasy dobiegające z dachu lub spod maski, drapanie i tupot, nieprzyjemny zapach oraz resztki jedzenia gromadzone w jednym miejscu. Im wcześniej zareagujesz, tym mniejsze ryzyko, że kuna na dobre zadomowi się w Twoim aucie lub domu. Najgroźniejszy scenariusz: awaria w trasie i odmowa odszkodowania Uszkodzenia po kunie bywają groźne nie tylko dla portfela. Wśród zgłoszeń zdarzają się awarie pojazdu podczas jazdy, także na autostradzie, czyli w warunkach realnie zagrażających bezpieczeństwu kierowcy i pasażerów. Jest jeszcze jedna pułapka, o której kierowcy często nie wiedzą. W jednym z opisanych przez Kunagone przypadków, po pożarze Opla Insignii, rzeczoznawca stwierdził w komorze silnika obecność kuny. Ubezpieczyciel uznał szkodę za spowodowaną przez zwierzę i odmówił wypłaty, a całą stratę właściciel pokrył z własnej kieszeni. Niezależnie od tej konkretnej relacji warto sprawdzić w swojej polisie, czy szkody wyrządzone przez dzikie stworzenia są w niej w ogóle objęte ochroną. Ten szczegół potrafi zaważyć na tysiącach złotych. To nie tylko problem kierowców. Dom bywa droższy Kuny równie chętnie zadomawiają się na poddaszach i w przestrzeniach dachowych, gdzie znajdują ciepło, spokój i bezpieczne miejsce na odchowanie młodych. Zostawiają po sobie zniszczone ocieplenie, podarte folie i izolację, a do tego hałas nocą oraz zanieczyszczenia, których sprzątanie bywa uciążliwe i kosztowne. Skala wydatków potrafi zaskoczyć. Naprawy uszkodzonych dachów i poddaszy mogą sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych, a więc znacznie powyżej kosztów typowej szkody w aucie. Do tego dochodzi spadek izolacyjności dachu, a więc wyższe rachunki za ogrzewanie. Problem jest też wyjątkowo uporczywy, bo samo odłowienie zwierzęcia rzadko kończy sprawę. Pokazuje to opisywany przez markę Kunagone przypadek jednego z budynków polskich uczelni, gdzie kuny latami przedostawały się nad sufity podwieszane przez kanały wentylacyjne. Instytucja regularnie ponosiła koszty odławiania, ale zwierzęta wracały. Dopóki miejsce pozostaje dostępne i znajome, kuna traktuje je jak swoje. Dlatego przy ochronie domu liczy się nie tyle jednorazowa interwencja, co uszczelnienie potencjalnych wejść na poddasze i trwałe zniechęcenie zwierzęcia do powrotu. Jak ograniczyć ryzyko? Specjaliści są zgodni: taniej i prościej jest zapobiegać, niż naprawiać. W praktyce pomaga kilka prostych nawyków: regularne zaglądanie pod maskę, zwłaszcza po dłuższym postoju w nowym miejscu, utrzymywanie porządku wokół auta i w garażu, bez resztek jedzenia i zakamarków na gniazdo, uszczelnienie otworów wentylacyjnych i szczelin prowadzących na poddasze, szybka reakcja na pierwsze sygnały, zanim zwierzę uzna miejsce za swoje. „Kuna kieruje się instynktem, a nie złośliwością. Reaguje na zapach innego drapieżnika i na swoje własne ślady. Jeśli przerwiemy ten schemat, w większości przypadków szuka spokojniejszego miejsca” – tłumaczy Artur Olejniczak, członek zarządu marki Kunagone. Wśród metod bezinwazyjnych wymienia się rozwiązania oparte na naturalnym instynkcie zwierzęcia, na przykład odstraszacze wykorzystujące zapach psiej sierści, bez elektroniki i chemii. Niezależnie od wybranego sposobu kluczowa jest systematyczność, bo kuna wraca tam, gdzie czuje się bezpiecznie. Konsekwencja w działaniu jest zwykle skuteczniejsza niż jednorazowa, choćby najbardziej kosztowna interwencja. — — — Alternatywne tytuły do wyboru Kuny wychodzą na łowy. Latem Twój samochód jest najbardziej zagrożony (rekomendowany) Przegryzione przewody i odmowa odszkodowania. Dlaczego latem boimy się kun Niepozorny lokator za 80 tysięcy. Jak kuny niszczą auta i poddasza Ubezpieczyciel nie zapłaci za szkodę od kuny. O czym nie wiedzą kierowcy