Ocalić od zapomnienia. O Muzeum Tradycji Oręża Polskiego w Lubinie

Mało, kto wie o tym, że nasze miasto posiadało muzeum. Mało, kto pamięta, że muzeum istniało na tzw. „zakręcie”.

Władze ówczesnego Lubina stwierdziły, że Muzeum jest komunistyczne i należy je zamknąć. Co więc się stało, ze pomysł znów wrócił? Nie wiadomo. No ale, jak mówi przysłowie „tylko krowa, co ma pięć cycków nie zmienia poglądów”

O Muzeum Tradycji Oręża Polskiego

Wydawałoby się, że znamy Lubin na wylot.  Znamy Wzgórze Zamkowe, rynek, zabytkowy tzw. „Duży Kościół”. To jedne z nielicznych zabytków, które pozostały jeszcze w mieście. Mało, kto obecnie zastanawia się nad pomnikami historii. Ciężko skojarzyć Lubin z historią. Owszem, gdzieś może nam się kołatać w głowie fakt, że Lubin istniał być może od czasów średniowiecznych. Czy jednak jesteśmy zainteresowani dbaniem o historię?

Pamiętacie może państwo czołg albo samolot? Te dwa obiekty stały niegdyś w Lubinie, stanowiąc nie lada atrakcje dla młodzieży a także dla dorosłych. To były właśnie świadectwa istnienia muzeum w Lubinie. Muzeum? Tak! Udało nam się porozmawiać z panem Grablewskim, nauczycielem historii byłego ZSZiO, byłym kustoszem tego Muzeum, który z uśmiechem zaczął snuć opowieść…

Muzeum Tradycji Oręża Polskiego powstało w 1978 roku z inspiracji tutejszego dyrektora szkoły Zdzisława Jurczyka a także Towarzystwa Miłośników Ziemi, Lubińskiej ponieważ uznano, że w mieście tak rozwijającym się  istnieje konieczność powstania Muzeum a, że w Lubinie pod koniec wojny przebiegał szlak jednego z oddziałów II Armii Wojska Polskiego to nie wystarczy postawić w Rynku pamiątkowy głaz z napisem.

W Lubinie była próba odbicia przez Niemców lotniska i przypadkowo jadący na front oddział pólku został poproszony przez władze radzieckie okupujące miasto o pomoc w odbiciu lotniska. Uznano, że jest to znaczące wydarzenie. Dlatego tez w zbliżającą się 35 rocznicę Bitwy pod Lenino, nota bene, kiedyś to było święto Ludowego Wojska Polskiego, uznano, że byłoby celowe, aby w Lubinie utworzyć oddział Muzeum Wojska Polskiego z centralą w Warszawie.

Na początku Muzeum miało charakter monotematyczny, ponieważ obejmowało tylko jeden kierunek ekspozycji, tzn. Tradycji Oręża Wojska Polskiego na przestrzeni dziejów.

Mariusz Grablewski pokazał nam artykuł autorstwa Zdzisława Jurczyka pt. „Muzeum Tradycji Oręża Polskiego” z lokalnej prasy w nieistniejącej już „Gazecie Lubińskiej”.

Z artykułu dowiadujemy się tego, o czym powyżej i jeszcze więcej, że – 11 października 1978 roku w ramach obchodów 35 – lecia Ludowego Wojska Polskiego powstało „Muzeum Tradycji Oręża Polskiego”.

Inicjatywa utworzenia muzeum zrodziła się wśród grona ówczesnych działaczy Towarzystwa Miłośników Ziemi Lubińskiej. Dr Wanda Goebel i jej mąż Bronisław Goebel oraz grono osób z Zespołu Szkół Górniczych – nasz dzisiejszy tzw. „Zakręt”-  skorzystali z przychylności Śląskiego Okręgu Wojskowego. Inicjatorzy powstania muzeum chcieli  w ten sposób uczcić pamięć o szlaku bojowym II Armii Wojska Polskiego.

Przy pomocy warszawskiego Muzeum Wojska Polskiego i poparciu Kombinatu Górniczo – Hutniczego  Miedzi (dzisiejszy KGHM), oraz resortu uzbrojenia i elektroniki Ministerstwa Obrony Narodowej uzyskano sporo sprzętu ciężkiego oraz uzbrojenia, co pozwoliło na stworzenie parku – militarium,  który stał się szczególną atrakcją  dla miasta i mieszkańców Lubina .

Budynek Muzeum Tradycji Oręża Polskiego mieścił się w dwóch salach wystawowych w budynku internatu szkolnego. Prezentowano tam trzy podstawowe działy:
I – karty z dawnych dziejów Polski, Dolnego Śląska i Lubina
II – Naród polski w wojnie wyzwoleńczej 1939 – 1945
III – Karty z najnowszych dziejów

Były tam ekspozycje złożone z pamiątek żołnierzy, osadników, przedmiotów uzbrojenia, mundurów emblematów, plakatów, map, zdjęć, dokumentów. W parku ustawiono czołg, samolot, działo pancerne, transporter opancerzony, armaty, haubice, moździerze i słynną „Katiuszę”.

To tyle, jeśli idzie o ślad w historii muzeum lubińskiego. A teraz o tym,  co stało się z eksponatami i z samym muzeum….

„ Muzeum działało jeszcze w 1989 roku. Wówczas nastały czasy dekomunizacji , czyli wszystko, co kojarzyło się władzom z komuną należało po prostu zlikwidować.

Wówczas to w Lubinie zmieniono nawet nazwę ulicy z Armii Czerwonej na Armii Krajowej. Usuwano pomniki, patronów szkół i innych instytucji. Robiono to po cichu. Najprawdopodobniej nocą eksponaty, które źle się kojarzyły były niszczone.  Gdy w 1993 roku likwidowano Muzeum większość eksponatów przekazano do Lubuskiego Muzeum Wojskowego w Zielonej Górze z/s w Drzonowie.

W 1993 roku prezydentem Lubina był Robert Raczyński. Zawsze powtarzam uczniom, że był on pierwszym niekomunistycznym prezydentem”- uśmiecha się Mariusz Grablewski  – „Tak, więc władze ówczesnego Lubina stwierdziły, że nasze Muzeum jest komunistyczne i należy je zamknąć. Uważałem, że to nieprawda, bo osobiście z panem Wesołowskim usunęliśmy wcześniej wszystko, co wiązało się z tematyką komunizmu. Nie wiem, więc czemu ówczesne władze postanowiły wszystko zlikwidować i zamknąć.  Byłem wtedy konsultantem  naukowym i ta decyzja nie była dla mnie całkiem zrozumiała.

Ściągnęliśmy wówczas do muzeum unikatowe fotografie z Krakowa, nota bene, bardzo cenne, za duże pieniądze. Było to chyba wówczas 300 złotych, po przeliczeniu na dzisiejszą walutę było by to około 70-80 tysięcy złotych.  W zamian za eksponaty Ludowego Wojska Polskiego były to zdjęcia i dokumenty dotyczące Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie.

To również nie spodobało się ówczesnym władzom i wszystko zostało oddane do Drzonowa. Szkoda, że tak się stało, bo Muzeum cieszyło się ogromną popularnością.

Muzeum, to ponad 200 metrów kwadratowych wystaw. Były jeszcze może jakieś nieudolne próby powstania podobnych obiektów, jednak nie potrafiły one przebić tego, co mieliśmy tutaj.

Mieszkańcy Lubina byli dumni ze swego Muzeum. Wabikiem dla ludzi był wstęp wolny. Kustosz był przeszkolony do prowadzenia lekcji muzealnych dla dzieci, młodzieży i dla starszych.

Ja byłem kustoszem od 1990 roku do 1993. Był to raczej czyn społeczny, bo władze miasta nakłaniały władze szkoły do likwidacji  Muzeum Tradycji Oręża Polskiego.

Trzeba pamiętać o istotnej rzeczy. Mianowicie nasza szkoła  do 1992 roku była pod patronatem Kombinatu Górniczo _Hutniczego, zawsze mogła liczyć na jakieś dofinansowanie. Stąd też  mieliśmy tak dobre wyposażenie.  Jednak w 1993 roku Kombinat wyzbywał się placówek i oddawano je oświacie. Jeśli miały by zostać jakieś ośrodki kultury musiałyby same się finansować. Władze miasta odmawiały partycypowania w kosztach, a z drugiej strony zarzucano nam, że ta placówka nie przystaje do nowych wyzwań.

Pytamy, zatem – „Co dalej panie profesorze? Co się stało z naszym muzeum? Proszę, niech pan opowiada!”. Pan Grablewski z uśmiechem kontynuuje swą opowieść…

„ Lubin powinien mieć muzeum, bo ktokolwiek przyjeżdża do naszego miasta nie wie jak miasto wyglądało w średniowieczu, w okresie nowożytnym czy nawet z czasów odkrycia miedzi.

A co do naszego muzeum. Zmieniły się władze szkoły. Stwierdzono, że młodzież ma możliwości wyjeżdżać na wycieczki szkolne do Wrocławia czy Jawora a nasza placówka jest już przestarzała. Był to w sumie początek upadku Muzeum. Narzekano nawet na za niskie sufity. Postanowiono, że tam gdzie będzie Muzeum powstaną sale konferencyjne. Nikt jednak nie chciał inwestować w ten pomysł.

Szkoda, że tak się stało. Muzeum cieszyło się sporym zainteresowaniem wśród młodzieży i dorosłych Lubinian.

Taka ciekawostka. O jeden z transporterów opancerzonych zabiegali harcerze ze Złotoryi. Władze szkoły zgodziły się oddać transporter o ile harcerze załatwią sobie jakoś przewóz. Był to jedyny warunek. Harcerze przewieźli transporter, wyremontowali go i był on bardzo sprawny. Władze szkoły nie słuchały mnie i nie sprawdzono wartości tego sprzętu. Jak się okazało w całej Polsce były tylko dwa takie transportery. Jak się potem okazało wartość tego transportera to 600 tys. dolarów. Tak właśnie wyzbywano się sprzętu w muzeum.

Czemu?

Raz – muzeum nie podobało się władzom. Dwa – straszono nas , że tak naprawdę to jest park zabaw i istniało niebezpieczeństwo skaleczenia. By dodać pikanterii, władze szkoły zaspawały wejścia do transportera i amfibii. Zaspawano włazy. Młodzieży jednak to nie przeszkadzało i znajdowała sposoby by wejść do środka np. transportera czy czołgu. Później pomieszkiwali tam bezdomni.  Mieliśmy też pecha, wybudowaliśmy staw na cześć nauczyciela, który kończył rybołówstwo. Nazwano to  oczkiem pawia. Bezdomni wykorzystywali go jako toaletę. Staw oczywiście zasypano.”

Po spotkaniu z Mariuszem Grablewskim, można dojść do smutnych wniosków. No, bo co się stało z Muzeum Tradycji Oręża Polskiego? Eksponaty sprzedano lub oddano na złom. Pozostały nikłe wspomnienia z wycieczek do muzeum czy też eksponatów z parku. Muzeum zamknięto. Dziś mamy gdzieś salkę muzeum KGHM.

Mało, kto wie o tym, że nasze miasto posiadało muzeum. Mało, kto pamięta, że muzeum istniało na tzw. „zakręcie”.

Mało, kto dba obecnie o historię naszego miasta. Ot, po prostu jest, istnieje. Słynie obecnie pod hasłem „galeria” i „dziura lubińska”„ KGHM”.

A przecież Lubin miał fascynującą historię. Czy wiecie, że Lubin był miastem handlowym i słynął z wyrobu rękawiczek. Były najlepsze w kraju i nosiło je rycerstwo. Czy trudno wyobrazić sobie tu Szwedów z czasów Potopu ?

Muzeum Tradycji Oręża Polskiego to tylko wierzchołek przypominający o naszym dorobku kulturalnym i historycznym.

BB/mak

Foto dzięki uprzejmości http://lubin-nasza-przyszloscia.pl/

Top