Po co żyjesz?

Dla punka wszystko jest do kitu. Świat to kupa gnoi, a życie to walka z gnojami. Punk wszędzie widzi krew i upadłość człowieka. Ludzie niszczą ludzi. I nie ma perspektyw.

    Krystian jest punkiem od kilku lat. Największym jego wrogiem jest skin. Nie pamięta już nawet, ile razy walczył ze skinami, ile razy dostał. Wie tylko jedno: każdy skin stanowi zagrożenia dla punka czyli i dla niego. Dlatego nie zastanawia się i bije pierwszy. Najlepiej pasem. Owija go wokół dłoni tak, by klamra pozostała do wymierzania razów.

     Kiedyś bywał w Jarocinie. Pasowało mu legowisko, towarzystwo i ciągłe okazje do nauczania rozumu wrogów. Poza tym takiego pogo nie można było zatańczyć nigdzie więcej. Człowiek wpadał w trans. Oddawał się całym sobą muzyce. Tej najlepszej oczywiście. Poddawał się dźwiękom, które wchodziły z butami do jego serca, by zagotować je do granic szaleństwa. To najpiękniejsze chwile w jego życiu.

     Dzisiaj chodzi na mecze, bo to szczególna okazja. Kapel punkowych jakby mniej, a pogo miedzy stadionowymi krzesełkami jest ekstra zabawą. Wprawdzie czasami nie wytrzymują nerwy mentowni i rusza do ataku, ale wtedy jest elegancko. Dym jakich mało. A i często – ba, zawsze – trafia się kilku skinów. Jest więc ciekawie.

     Dwa lata temu Krystian był na wakacjach nad jeziorem. No, na Mazurach był. Żył tam od podstaw. Jedna kurę upolował, pod wieczór kopał ziemniaki, jadał również jagody, maliny, ślimaki podpiekane na ognisku i inne licho. Było fajnie. Kolesie pomagali, a przy okazji poznał polskich klipersów. Nawet fajne chłopy. Może tylko zbyt nerwowe…

     Pewnego wiosennego dnia Krystian poznał Kaśkę. Przypasowała mu bardzo. Właśnie gonili hipisów, gdy zobaczył ja na ławce. Miała ekstra skórę. Bogata jak ta lala. Zagadał więc i tak zostało. Prowadzają się do dzisiaj.

     Kilka miesięcy temu Kaśkę ostrzygli skiny. Jakoś wpadła im w łapy. Mało tego, chcieli ją zgwałcić, ale na szczęście był w pobliżu. Nie pamięta, czym bił i kogo. Walił na oślep. Potem okazało się, że wśród tych skinów był jeden taki z sąsiedniej ulicy. To on zakapował Krystiana. Przyjdzie więc trochę posiedzieć.

Krystian wierzy, ze i tak wyjdzie na jego, a temu skinowi nie podaruje. Na pytanie, po co mu ta bezsensowna walka, odpowiada:

     – Czy ja się pytam, po co ty żyjesz czy po co piszesz? Każdy robi swoje.

     Dziwna to ideologia. Tym bardziej, że Krystian pochodzi z ustawionej rodziny. Ojciec jest na stanowisku i dziany mocno, a matka należy do manifestujących swoja porządność. No, często chodzi w moherowym berecie.

     Rodzice martwią się o Krystiana. Do niedawna wierzyli, że minie ten kaprys młodości. Teraz spisują już go na straty. Zabił przecież człowieka. I do tego wszystkiego nie poczuwa się wcale do winy. Zabił z zemsty, głupiego uporu. Zabił.

     Krystian twierdzi, że to nie on zadecydował o śmierci tego gościa. Jemu przypadła rola egzekutora. Ktoś musi spełniać tę rolę. Inni przecież też bili, a skin po prostu nie wytrzymał. Oni już są tacy słabi. Ich siła to grupa. Solo pękają…

     Żadnego żalu, żadnej skruchy, żadnych skrupułów. – Czy życie jest co warte? – Może? Ale to nie oznacza, żę trzeba mu się poddawać. Brakuje mu tylko punków, brakuje pogo. I fryzury nie można utrzymać. Płytki jest świat a nie on.

     Z poglądów się nie wyrasta. Tak przynajmniej twierdzi Martwi go tylko, że Kaśka pójdzie za innym man’em. Cóż, to jeszcze sikorka. Jej imponuje każdy, aby tylko był punkiem. Nic, jakoś to będzie.

     Punk ma grzeszne życie, bo tak musi być. Wielu jego kolegów, punków, wyszło na ludzi. Jego to nie interesuje. Ich życie, ich sprawy. On będzie punkiem zawsze. Nawet, gdyby miał stracić życie. Woli oddać wszystko… Ale wyjdzie – wierzy w to i będzie dalej tępić gnój. Reszta go nie obchodzi.

O autorze:


Tadeusz Stojek. artysta, dziennikarz, pedagog i współtwórca Fabryki Kultury, który pracował w Lubinie z młodzieżą i organizował imprezy kulturalne. Zmarł w wieku 52 lat. Dzięki Tadeuszowi Stojkowi w mieście rozpoczęło działalność Stowarzyszenie Na Rzecz Inicjatyw Kulturotwórczych i Wychowania przez Sztukę „Zejdź z ulicy”. Znalazł młodych ludzi zafascynowanych teatrem i uczył ich sztuki aktorskiej. Na tej bazie powstał Teatr Świerszcz oraz Kabaret Szemrany. Sztuka wyszła na ulicę i od czasu do czasu w Lubinie można było spotkać mimów i obejrzeć happening, zorganizowany przez grupę podopiecznych Tadeusza Stojka. Regularnie pokazywane były programy Kabaretu Szemranego.   Siłą napędową obu inicjatyw był Tadeusz Stojek, którego już nie ma.

(…)Wiele osób wiązało uzasadnione nadzieje, że Tadeusz Stojek, jako Ojciec Duchowy lubińskiej kultury niezależnej poprowadzi w inny wymiar miejscowych artystów, twórców, organizatorów kultury i ich sojuszników…Niestety, wielki żal ogarnął tych, co pragnęli czynnie uczestniczyć w tej wędrówce…

Tadeusz udowodnił, że nawet w skrajnie trudnych warunkach zewnętrznych można realizować wielkie projekty i porywać za sobą nie tylko młodzież. Jego projekt społeczno-kulturalny Fabryki zawierający m.in. koncepcję odrodzenia Teatru Świerszcz przyczyniał się do budowania kapitału społecznego w Lubinie oraz stwarzał możliwości realnego integrowania lokalnego środowiska kultury.(…) Andrzej Ossowski (2011r.)


 

Top